środa, 21 lutego 2018

Górnicy.pl - Karolina Macios, czyli szczęść Boże ludziom pracy

xxOd kilku tygodni na Discovery Channel emituje ciekawy serial dokumentalny (6 odcinków) pt. Górnicy.pl, a jego świetnym uzupełnieniem będzie książka wydana przez wydawnictwo Insignis. Film zawsze rządzi się swoimi prawami, nie ma dużo czasu na pogaduchy, bardziej liczy się obraz, który musi być dla widza interesujący. Chyba właśnie stąd od początku pojawił się też pomysł na to, by dotrzeć do wszystkich bohaterów, którzy występują w serialu i poświęcić im trochę więcej czasu, spisać wszystko to, na co nie było być może czasu przed kamerę. Dzięki temu mamy siedem historii, opowiadających nie tylko o tym jak wygląda współcześnie praca na kopalni, ale o wszystkich blaskach i cieniach tego zawodu.
Karolina Macios podobnie jak ekipa filmowa towarzyszy górnikom w ich codziennych obowiązkach, próbuje wczuć się w tę niesamowitą atmosferę jaka panuje pod ziemią. Wysoka temperatura, wilgotność, pył, mniejsza ilość tlenu, hałas, wymagana nieustanna uważność i dokładność w tym co się robi, ryzyko wypadków jakie towarzyszy im prawie każdego dnia, to ich chleb powszedni. Mimo ciężkich warunków i zarobków, które już wcale nie są tak wspaniałe jak kiedyś, większość z nich przejmuje ten zawód już jako kolejne pokolenie i czuje się mocno związana z pracą na kopalni. Ile w tym osobistej fascynacji, a ile wyrachowania, bo to robota pewna i możliwość szybszej emerytury? Te rozmowy są pełne nie tylko anegdot i opisów codzienności, ale i szczerych, pełnych pokory historii o lęku, błędach i stracie. Każdy bowiem kto pracuje na dole, prędzej czy później zetknie się z jakąś trudną sytuacją - stąd tyle czasu i miejsca poświęca się na ćwiczenia, próby przewidywania różnych kłopotów, pilnowanie procedur.

wtorek, 20 lutego 2018

Uciekaj, czyli rodzice na pewno cię polubią


Gdyby nie to, że ten film znalazł się na liście nominowanych do Oscarów, jakoś kompletnie umknął by mojej uwadze. Tymczasem (choć z samą nominacją można by dyskutować) miło zaskakuje przejściem od czegoś co wydaje się nudnym podglądaniem pary młodych ludzi, do zakręconego horroru i czarnej komedii.
Sielankowa wizyta u rodziców dziewczyny od początku trochę niepokoiła Chrisa, zwłaszcza gdy zorientował się, że ukochana "zapomniała" poinformować ich o kolorze jego skóry. Rose zapewnia go jednak, że starzy są tolerancyjni, otwarci i nie będą robić żadnych problemów. I rzeczywiście tak jest. To co może wydawać się dziwne, niepokojące, wskazuje raczej na jakąś paranoję chłopaka niż na realne zagrożenie. A może jednak jest coś na rzeczy? Jego kumpel od początku ostrzega, że przerobią go tam w niewolnika seksualnego, wypiorą mózg albo po prostu zjedzą niczym przysmak.

niedziela, 18 lutego 2018

Człowiek, który widział więcej - Eric-Emmanuel Schmitt, czyli kto tam siedzi ci na ramieniu

Zamach terrorystyczny w niewielkim belgijskim miasteczku, którego sprawcą jest muzułmański terrorysta, a ofiarami jest kilkanaście niewinnych ofiar uczestniczących w pogrzebie, w kościele przy rynku. Po takim początku można by się zastanawiać czy Eric-Emmanuel Schmitt postanowił napisać thriller sensacyjny lub też ważną polityczno-społeczną diagnozę problemów dzisiejszej Europy rozdartej między obawami i odruchami miłosierdzia. Nic jednak się nie zmieniło. Słynny dramatopisarz nadal bawi się głównie w filozoficzne i religijne dysputy, na różne sposoby analizuje wolną wolę człowieka, nie przejmując się specjalnie jego rasą, narodowością i wyznaniem. Żeby było zabawniej jako autorytet, który ma pomóc głównemu bohaterowi w znalezieniu odpowiedzi na różne pytania, umieszcza... sam siebie - słynnego pisarza. Ten trochę żartobliwy pomysł, jak się potem okazuje, rozbudowany jeszcze bardziej w finale powieści, może wydawać się ciut przesadzony, pozbawiony skromności, ale w ciekawy sposób zmienia nasz sposób patrzenia, interpretowania całej historii.

Lady Bird, czyli wyrwać się gdzieś daleko

Koleżanka dobrze podsumowała ten film: to zadziwiające, że sprawy tak normalne, zwyczajne życie i problemy, uznane zostały przez Amerykanów za coś wyjątkowego. Ewidentnie jednak jest tam jakiś powrót do zainteresowanie się prowincją, perspektywą mieszkańców małych miasteczek, z dala od dużych ośrodków, stanów, które dotąd raczej nie znajdowały się w centrum uwagi. Taki jest oczywiście "Trzy Billboardy...", któremu mocno kibicuję, ale "Lady Bird", choć nie ma może w sobie tej siły, wydaje się tak pełen ciepła, tak sympatyczny, a jednocześnie bardzo prawdziwy, że również chciałby, aby został zauważony. Może przynajmniej za obie role kobiece? Gdyby nie świetne Saoirse Ronan i Laurie Metcalf, jako filmowe córka i matka, być może nie docenialibyśmy tego scenariusza i filmu. Zagrały kapitalnie i dzięki temu tak mocno angażujemy w ten obraz nasze emocje.

sobota, 17 lutego 2018

Mock, czyli pierwsze koty za płoty



Tyle lat czytelnicy książek Marka Krajewskiego, którzy pokochali atmosferę jego kryminałów i ich bohatera Eberharda Mocka, marzyli o ekranizacji. I pewnie przyjdzie nam trochę jeszcze poczekać, ale mamy oto namiastkę tego co mogłoby wyjść z takiego połączenia, czyli teatr telewizji. Namiastkę, bo nie ukrywajmy, że u Krajewskiego bardzo liczy się również samo miasto, tętniące życiem, nie tylko dniem, ale i nocą, choć w inny sposób. Tego ze względu na fundusze i przyjęte rozwiązania teraz pokazać się nie dało. Ale generalnie nie jest źle i pierwsza próba może da zielone światło dla innych projektów?
Brawa na pewno należą się za pomysł - czarno białe zdjęcia, ale przełamane chwilami kolorem, trochę klimat noir, raczej budowanie napięcia i oczekiwanie, niż pościgi i akcja. Niezła jest również obsada - sprawdza się bardzo dobrze Szymon Warszawski, a i pozostali wypadają dobrze. Ciekawie rozegrano pewne symboliczne nawiązania do współczesności (np. czarny powóz, choć dobrze, że nie ma tego za dużo). Ci którzy znają fabułę powieści (przypomnijmy, że to powrót Mocka, czyli te nowsze tytuły, które cofają się do wczesnych lat jego służby w policji), myślę, że nie będą rozczarowani.

Księżyc Jowisza, czyli grzesznik i jego prywatny mesjasz

Mimo ciekawej warstwy wizualnej, film jednego z bardziej znanych reżyserów węgierskich, Kornéla Mundruczó, jakoś specjalnie mnie nie zachwycił. Może dlatego, że nie do końca wiadomo co tak naprawdę chciał on opowiedzieć swoim filmem. Miesza realizm z metafizyką, sprawy społeczne z kinem sensacyjnym i z całego tego poplątania widz wychodzi dziwnie pomieszany. Czarne, białe, dobre, złe, wszystko się rozmywa i już nie wiesz o co tak naprawdę chodzi.
Najlepszy jest wątek główny z dość cynicznym i chciwym lekarzem, który nie omija żadnej okazji do tego, by zdobyć trochę kasy. Współpracuje z władzami zaglądając do obozów dla uchodźców, ale nawet nie po to by leczyć, ale by za łapówki załatwiać im miejsce w normalnym szpitalu, skąd mogą już swobodnie uciec i wtopić się w tłum. Byle uzyskać szansę na wyjście z obozu, na to by wyruszyć dalej lub znaleźć jakąś szansę na zbudowanie sobie przyszłości. Nie jest to jednak wcale takie proste, by interpretować ten film jako obronę praw tych ludzi do normalnego życia - niby widzimy cały koszmar, który ich dotyka: ile ich ginie przy przekraczaniu granic, jak strzela sie do nich jak do kaczek, ich determinację i beznadzieję, gdy utkną za drutami, ale
Mundruczó w finale wcale nie boi się powtarzać stereotypowych sądów na ich temat, pokazując ich jako bezlitosnych samobójców.

czwartek, 15 lutego 2018

Rokcy Babloa, czyli talent, upór, szczęście

Poszukiwanie ciekawych doznań teatralnych warto rozszerzać poza różne oficjalne sceny, instytucje i przedsięwzięcia z dużym doświadczeniem, wielkimi nazwiskami. Przekonałem się o tym już kilkukrotnie, że warto pytać znajomych, nie bać się jechać w jakieś dziwne, wydawałoby się mało teatralne miejsca, by przeżyć coś niesamowitego. Ze spektaklem "Rokcy Babloa" Teatru Alatyr było u mnie właśnie tak - wieści rozchodzą się przez znajomych, fama niesie, że rzecz jest świetna, miejsce jest przedziwne (Dzika Strona Wisły jest bardziej klubokawiarnią niż teatrem), niby blisko, a jakby na uboczu, bilety tanie jak barszcz (możecie się przekonać sami - znowu grają w ten weekend)... A przedstawienie? Polecam z całego serca. Zabawne, inteligentne, żywiołowo zagrane, jest w nim dużo szczerości i prawdy. Pomysł i wykonanie po prostu petarda.

środa, 14 lutego 2018

Templariusze, czyli komu służysz. I rozstrzygnięcie


Nowy serial twórców produkcji o wikingach, więc HBO chyba spodziewało się podobnego sukcesu. A tu okazuje się, że zapowiedzi o tym iż będzie to żywe, krwawe, widowiskowe są mocno przesadzone. Obejrzałem bez większych emocji i niby starano się dopracować różne detale, ale mam wrażenie, że zawiódł sam scenariusz. Bajeczki o świętym kielichu, Saracenach, którzy podobno też go chronią, za bardzo trącą mi książkami "odkrywającymi" jakieś niezbadane tajemnice (tak, tak autor pewnie jest potomkiem Jezusa i Marii Magdaleny). Cholera: sam zakon, jego potęga i katastrofa jaka ich spotkała, gdy król postanowił sięgnąć po ich majątek, byłaby ciekawym tematem. Nawet darowałbym wątek przyjaźni króla i jednego z ważnych braci, który tymczasem romansuje z jego małżonką - to gdzieś mogłoby stanowić podbudowę emocjonalną do walki z Templariuszami. Ale całe te gonitwy wokół św. Graala mnie już męczą - symbol czy cudowny artefakt, chować czy ujawniać... ile można? Gdybyż to jeszcze była jakaś tajemnica w tle, ale tutaj wprost wyrywają go sobie z rąk, a co jeden to psychopatyczny morderca, a nie żaden chrześcijanin pragnący ucałować relikwię.

wtorek, 13 lutego 2018

Zbrodnia nad urwiskiem - Marta Matyszczak, czyli śledztwo na 4 nogi i 3 łapy

Po przeczytaniu "Tajemniczej śmierci Marianny Biel" (recenzja) nie byłem za bardzo entuzjastyczny, ale mimo wszystko polubiłem tych bohaterów i jakoś tak automatycznie sięgnąłem po tom drugi Kryminału pod psem. Moje uwagi pozostają bez większych zmian - wciąż brakuje mi większej dawki humoru, Solański i Róża nadal wkurzają, cała reszta postaci jest jeszcze bardziej antypatyczna (rozumiem, że taki był pomysł, by podobnie jak w pierwszym tytule każdy wydawał się podejrzany), bo są jacyś mało ogarnięci, z całego towarzystwa nadal najfajniejszy jest Gucio. Ten trzynogi kundel przygarnięty ze schroniska bez trudu rozgryza sekrety, na jakie pan jest normalnie ślepy, do charakterów ma nosa prawie równie dobrego jak do jedzenia, szkoda tylko, że nikt nie potrafi go zrozumieć - nie biedziliby się tyle nad zagadką.
Tym razem wywiało (ze względu na aurę to nawet dosłownie) ich aż na irlandzką wyspę Inishmore, dokąd Solański przyturlał się autkiem, a potem łodzią, bo przecież nie będzie pieska stresował lataniem. O kasę, której zwykle mu brakowało, tym razem na szczęście nie musi się martwić, wszystkie wydatki pokrywa zleceniodawca.

poniedziałek, 12 lutego 2018

Cudowny chłopak, czyli lekcja akceptacji


Gdy wychodziłem z kina po obejrzeniu "Cudownego chłopaka", pomyślałem sobie, że ten film powinien być obowiązkowo pokazywany w szkołach. I to nie tylko uczniom. Również nauczycielom, by mogli zobaczyć jak mądrym przykładem, wsparciem, dobrym słowem, mogą sprawić cuda.
Ten film wzrusza i bawi jednocześnie, bo ma w sobie dużo lekkości, jest cudownie ciepły, pełen pozytywnych emocji. Historia Auggiego, który od urodzenia ma zdeformowaną twarz, z powodu choroby genetycznej jest po całej masie operacji została wydana najpierw jako powieść, ale to chyba właśnie dzięki temu obrazowi zostanie ponownie odkryta. Przez kilka lat chłopak był uczony przez mamę w domu, ale przyszedł czas, że rodzice stwierdzili, że nie mogą go dłużej separować od rówieśników. Przyszedł czas na to by iść do szkoły.

niedziela, 11 lutego 2018

Kobieta w oknie - A. J. Finn, czyli zamknięta w czterech ścianach

Czy można wyobrazić sobie wciągający thriller, którego prawie cała akcja dzieje się w jednym domu, wokół jednej postaci? Pewnie moglibyście wymienić m.in. świetny film Hitchcocka "Kobieta w oknie". Ten tytuł co prawda pojawia się również na okładce debiutu A. J. Finna, ale to zupełnie nowa historia, choć sam pomysł jest podobny. 
Mamy bohaterkę, która obserwuje swoich sąsiadów przez okno, całe dnie spędza w domu z powodu swojej choroby, jednak tym razem nie jest to choroba fizyczna, a psychiczna - Anna cierpi na agorafobię, paniczny lęk przed jakimkolwiek wychodzeniem na zewnątrz. Strona po stronie poznajemy jej świat, jej psychikę, choć nie do końca rozumiemy jej sytuację, czy cała czas taka była.
W początek książki musimy trochę się wgryźć, przyzwyczaić się do tej dość specyficznej atmosfery. Dzięki temu jednak możemy trochę wczuć się w sytuację Anny, zrozumieć jej chorobę. Od wielu miesięcy funkcjonuje dzięki telefonowi, internetowi, w ten sposób kontaktując się ze światem, nawet z własnym mężem i córką. Nie przejmuje się swoim wyglądem, porządkiem w mieszkaniu, poza terapeutą i rehabilitantką nikt jej nie odwiedza. Leki, alkohol, szachy przez internet, sen. Cały jej dzień wygląda właśnie tak. Jedyną rozrywkę stanowi internetowa grupa wsparcia dla osób z agorafobią, gdzie udziela czasem konsultacji, w końcu jest psychologiem i zna się na pomaganiu ludziom. Jedynie sobie nie bardzo potrafi pomóc. Dzień urozmaica sobie również podglądaniem przez okno sąsiadów. I to właśnie przez to jej życie radykalnie się zmieni.

Bum Bum Orkestar - Niesiądz, czyli szaleństwo okiełznane, ale za to jaki koncert


No tak. Wczoraj tańce i szaleństwo, a dziś człowiek chory. Ale jak mokry od potu wyłazi na mróz to i taki efekt. Ponieważ na ostatki nie będziemy niestety razem, postanowiliśmy weekend spędzić muzycznie. Wybór padł na Bum Bum Orkestar, o których sporo słyszałem ale nigdy nie widziałem na żywo. I tylko trochę bałem się jak to będzie, bo koncert w domu kultury, przed salą widzę sporo starszych ludzi, w środku wygodne fotele... No nic. Przy pierwszym utworze podrygiwało kilka osób, ale po trzecim skakali i tańczyli już prawie wszyscy. Pierwszy raz byłem na koncercie gdzie kapela tak skutecznie swoją energią i muzyką podrywa ludzi z siedzeń. Fakt, że muzyka bałkańska sprawia, że nogi same podrygują, ale przecież ludzie nie są przyzwyczajeni by porzucać wygodne siedziska jeżeli za nie zapłacili. Szaleństwo. Dzieciaki podskakujące na scenie, wąż przez całą salę, ludzie tańczący gdzie tylko się dało. Na żywo zespół to po prostu petarda i na pewno będę szukał, żeby zobaczyć ich znowu na żywo w jakimś klubie, gdzie nie ma tej początkowej bariery. Co prawda usunęli ją bardzo szybko, ale chyba jeszcze fajniej bawić się przy tej muzyce gdy ma się więcej miejsca.
Nie mogliśmy się powstrzymać przed kupnem płyty i teraz w samochodzie kręci się na okrągło.
Ich muzyka grana na koncertach to przede wszystkim żywiołowa mieszanka rytmów bałkańskich, radosna zabawa, żarty muzyczne, ale nie brakuje też nawiązań do przedwojennej muzyki tanecznej, do tego co tańczyło się w klubach i na potańcówkach. Jak sami mówią o sobie, ćwiczą na Pradze, więc szukają inspiracji w bramach kamienic, grają tak, żeby porwać ludzi. A płyta?

sobota, 10 lutego 2018

Dasz sobie radę, czyli Szepty stepowe i Słońce umiera i tańczy Ewy Cielesz.

W ciągu kilku godzin "wciągnąłem" od wczoraj "Szepty stepowe", czyli drugi tom nowej trylogii Ewy Cielesz i ze zdumieniem odkryłem, że nie napisałem nic o pierwszym. Ale może to dobrze? W sumie mam wrażenie, że jej powieści najlepiej czytać w całości, bo przy dłuższej przerwie między tomami, emocje gdzieś ulatują i potem trzeba chwili, żeby powrócić do jej bohaterów. Teraz poszło w miarę szybko, przypominałem sobie niektóre sceny z tomu pierwszego, czyli "Słońce umiera i tańczy" i powiem Wam, że nawet oceniam całość wyżej niż po przeczytaniu pierwszego tomu. Może dlatego, że wtedy porównywałem to ze świetną trylogią "Córka cieni", a tu historia osadzona była w całości współcześnie i jakoś za bardzo nie porywała. A teraz zaczynam patrzeć na nią trochę inaczej.